środa, 20 kwietnia 2016

La Roche Posay- Effaclar gel, eau thermale, Effaclar H krem myjący oraz Rosaliac żel miceralny / recenzja

Witam!

Dziś chciałabym opisać produkty firmy La Roche Posay, które miałam okazję używać.

Jako pierwszy będzie to żel z serii Effaclar, którego używam już spokojnie jakieś 6-7 lat i raczej nie mam zamiaru przestać. Jest on przeznaczony do skóry wrażliwej, trądzikowej - czyli idealnie do mojej. Nie wysusza buzi (może delikatnie, ale wiadomo,że po każdym myciu twarzy trzeba użyć kremu), dokładnie zmywa makijaż, nie szczypie w oczy i na pewno przyczynił się do poprawy stanu mojej buzi. Nie widzę żadnych minusów, nawet cena w tym przypadku jest przystępna - za 400 ml płacę około 10 Euro, a starcza mi na spokojnie jakieś 5 miesięcy. Bardzo polecam!



Następna będzie woda termalna, która powinna ukoić wrażliwą cerę i lekko ją nawilżyć. Moim zdaniem spełnia swoją rolę w 100%. Używam jej rano i wieczorem po umyciu twarzy, pozostawiam na jakieś 2 min do wyschnięcia, a potem nakładam krem. Jestem ciekawa jak sprawdzi się latem, kiedy to na pewno przypadkiem posiedzę bez filtra troszkę dłużej na słońcu. Ponoć w tej roli też jest niezła. Oczywiście żadnego wysypu pryszczy po niej nie miałam, wręcz przeciwnie. Używam jej jakieś 2 miesiące, a za 150 ml wody termalnej zapłaciłam około 7 Euro. Również polecam!


Kolejnym produktem jest żel micelarny do oczyszczania twarzy i demakijażu, czyli Rosaliac. Kupiłam go na pewno ponad pół roku temu, kiedy to moja twarz była wyjątkowo wrażliwa i strasznie kapryśna. Stwierdziłam,że żelem z serii Effaclar będę myć twarzy tylko wieczorem, a Rosaliac będę używać rano, gdyż zdaniem producenta powinien złagodzić twarz, zaczerwienienia powinny być troszkę mniej widoczne i ogólnie POWINNA twarz wyglądać na uspokojoną. Nie mogę się z tym niestety zgodzić, fakt był bardzo delikatny i ani trochę mnie nie wysuszył, ale zaczerwienienia jak były tak i były nadal i miały się świetnie. Pamiętam,że żel był dość drogi i nieduży - o ile się nie mylę, to za jakieś 100 ml zapłaciłam około 12 Euro. Ja już do niego nie wrócę, ale jako zwykły żel do porannej toalety się nadaje, także jak kto woli, szkodliwy nie jest :) (posłużę się fotką z internetu)



Jako ostatni jest Effaclar H - brat zwykłego Effaclara, lecz ten jest przeznaczony do skóry trądzikowej, uwrażliwionej wysuszającą kuracją. Jeszcze go nie używałam, czekam aż skończy mi się moja pianka do twarzy z firmy CD. Jestem bardzo ciekawa jak się sprawdzi, będę go używać właśnie rano, jako delikatne oczyszczanie i nawilżanie. Zobaczymy jak się sprawdzi! Cena - 12 Euro za 200 ml.


Mam nadzieję,że komuś przydadzą się moje wypociny. :) Następna w kolejce będzie firma Ivostin.
Pozdrawiam!

poniedziałek, 28 marca 2016

Clarins Creme Riche Desalterante HydraQuench Rich Cream oraz Clarins HydraQuench Gel fondant desalterant - recenzja

Jako pierwsza pójdzie pod nóż firma Clarins, z której miałam dwa kremy. Żel-krem przeznaczyłam na dzień, a tą bogatszą wersje oczywiście na noc. Moja skóra na twarzy jest aktualnie bardzo dziwna - z bardzo tłustej w okresie dojrzewania ewoluowała w suchą w kierunku mieszanej (mam nadzieję, że wiadomo o co mi chodzi:)) i jakby tego było mało jest jeszcze bardzo wrażliwa i jeśli w kremie jest choć jeden składnik zapychający - prędzej czy później się o tym dowiem. Po każdym myciu jest strasznie ściągnięta, bardzo szybko mam suche skórki, bez dobrego kremu ani rusz. Ale za to w dzień zdarzy się, że świecę się niemiłosiernie. Tak jak już wyżej wspomniałam - jest po prostu dziwna.

Wracając do kremów - pierwszy będzie żel-krem na dzień fondant desalterant





Musiałam się posłużyć obrazkiem z internetu, bo swój puściuśki słoiczek dwa dni temu wyrzuciłam.
Krem zakupiłam przez internet w (moim zdaniem) najtańszej i najlepszej internetowej drogerii. Widziałam,że ma ona także polską wersje, chociaż w przeliczeniu i tak taniej jest na tej niemieckiej.
Jest to pierwszy krem na dzień, którego zużyłam dosłownie do ostatniej kropelki. Był to najlepszy krem na dzień jaki miałam - i niestety najdroższy. Ale w tym przypadku był wart każdego centa! Zapłaciłam za niego 30 Euro. Na opakowaniu jest napisane:

"Odświeżający i beztłuszczowy krem-żel nawilża skórę jednocześnie chroniąc ją przed nadmiernym świeceniem spowodowanym przez upał i wilgotność. Przywraca komfort nawet najbardziej odwodnionej skórze. HydraQuench Cooling Creme Gel to kosmetyk przeznaczony do cery normalnej lub mieszanej oraz używania w gorącym klimacie."

Wszystko się zgadza, skóra jest po nim nawilżona, nie świeci się, bardzo dobrze współgra z podkładem. Na dodatek nie zapycha i pięknie pachnie. Jeśli chodzi o wydajność, to 50 ml starczyło mi na jakieś 4 miesiące. Szału nie ma, ale najgorzej też nie jest. Czego chcieć więcej? Oczywiście krem jak i cała marka została wycofana z mojej drogerii.. i teraz mogę go kupić tylko w douglasie albo na ebayu za około 45 euro... Eh taki mój pech, zawsze to co lubię wycofują. Co nie zmienia faktu,że krem jest wart polecenia i sprawdzi się na wszystkich rodzajach skóry!

Następny z tej samej serii jest Rich Cream, fotki (już moje) poniżej:





Jak widać, konsystencja jest już gęstsza, masełkowata. Trochę się z tym kremem niestety już męczę, zaraz opiszę dlaczego. Ten krem miał się uporać z moimi suchymi skórkami i ogólnie nawilżyć buzię, Niestety mam wrażenie,że nawilżenie jest tylko powierzchniowe, krem nie nawilża dogłębnie skóry. Rano, po przemyciu twarzy delikatną pianką już w ogóle nie czuć żeby skóra była nawilżona bardziej, niż dzień wcześniej przed nałożeniem tego kremu. Zakupiłam go razem z tamtym kremem za 32 euro i niestety... żałuję i nie polecam. Aktualnie szukam dobrego kremu na noc, takiego typowego nawilżacza. Jeśli ktoś ma jakieś propozycje to chętnie przeczytam w komentarzu. Oprócz pięknego zapachu i dość wysokiej wydajności nie mogę doszukać się więcej plusów tego kremu. Zmęczę słoiczek do końca i nigdy więcej na pewno do niego nie wrócę.

To byłoby na tyle, jeśli chodzi o firmę Clarins. Postanowiłam, że będę przerabiać moje kosmetyki własnie markami, bo inaczej trwałoby to u mnie długo za długo, a przecież w międzyczasie kolekcja kosmetyków się nie zmniejsza :-D


Mam nadzieję,że mój post okaże się dla kogoś pomocny.

Pozdrowienia z Miasta Łabędzi :)

Milena

Witam

Już od dawna myślałam o założeniu bloga, ale jakoś nigdy nie było czasu, w sumie po co, i tak pewnie nikt tego nie będzie czytać. No ale po raz kolejny spojrzałam na moją szafę pełną kosmetyków i stwierdziłam, że może chociaż jednej osobie przyda się moja opinia na dany produkt, jego plusy i minusy etc. Moje przyjaciółki już od dawna mnie do tego namawiały, gdyż wiedzą najlepiej, że silna wolna u mnie nie istnieje, jeśli chodzi o kosmetyki. Po prostu nie mogę się oprzeć, żeby nie przetestować jakiejś nowości, albo wychwalanej na youtube perełki. Postaram się jak najczęściej wstawiać posty/recenzje kosmetyków,które nabyłam  jeszcze mieszkając w Polsce, przez internet, jak i już tu w Niemczech. Może jak będę miała wenę, to opisze jak wygląda codzienne życie za naszą zachodnią granicą. Proszę wybaczyć mi mój dość chaotyczny monolog, ale jeśli chodzi o blogosferę jestem bardzo początkująca :-)

Pozdrawiam i życzę miłego Lanego Poniedziałku!